18 sierpnia 2015

Matka matce wilkiem


Moje doświadczenie w byciu mamą jest niewielkie. Można nawet powiedzieć, że minimalne. co to są dwa lata! Ale jednak to dwa lata, a nie dwa dni. Coś tam zdążyłam poznać, podsłuchać, przeżyć, rozwiązać czy podejrzeć. A podglądać uwielbiam. Właściwie nie podglądać, a obserwować. Obserwowanie ludzi w autobusie od zawsze sprawia mi ogromną przyjemność, z tego powodu wybieram zawsze miejsce na samym końcu autobusu. Zmieniło się to od kiedy jestem mamą. Miejsce wymuszone przez wózek. Mniej do obserwacji. Wcale nie. Moje pole widzenia poszerzyło się i otworzyło szeroko oczy. Ze zdumienia. No bo jak to tak matka matce wilkiem!? 

W piaskownicy. W przychodni. Na zakupach. Na spacerze. W parku. W mięsnym. W rybnym. Są wszędzie. Te co radzą, bo wiedzą najlepiej i prychają, że jeszcze nosi pieluchy. Te co przewracają oczami, bo dziecko w wisadle. Te co kręcą głowami bo dziecko w chuście. Te co krzywią się widząc karmiącą matkę. Te które z politowaniem patrzą na to biedne dziecko karmione butelką. Matki. Oceniane i krytykowane wszędzie. Przeważnie przez drugie matki. I nie mówcie, że tak nie ma! Tylko po co i dlaczego? 


Pierwszy raz spotykamy się z tym w szpitalu, zaraz po narodzinach maleństwa. Przynajmniej ja się z tym pierwszy raz właśnie wtedy zetknęłam. Położna, pewnie matka, wie lepiej dlaczego moje dziecko płacze, wie, że wcale mojego mleka nie potrzebuje, no i wie, że z takiej piersi nakarmić się nie da! I tak już z większą bądź mniejszą częstotliwością będziemy się spotykać z radami. 'Dobrymi' radami.

Pamiętam dokładnie dzień, kiedy wracałam z Mają z przychodni. Miała sześć czy siedem tygodni. Płakała po szczepieniu. Płakała tak bardzo jak tylko taki mały człowiek potrafi. Płakała z bólu, złości, strachu, samotności. Nie zastanawiając się długo wzięłam ją na ręce, przytuliłam i okryłam kocykiem. Uspokoiła się. Jedną ręką pchałam wózek, w drugiej trzymałam Maję. Szliśmy tak razem. Minęła mnie kobieta, matka idąca z kilkuletnim dzieckiem. Z politowaniem popatrzyła i powiedziała, że ciekawe jak będę nosiła 10 kilowe dziecko. Spojrzałam i przytuliłam Maję jeszcze mocniej. Właśnie wtedy otworzyły mi się oczy. Matka matce wilkiem! I właśnie wtedy postanowiłam sobie, że żadnej Mamie nie będę 'radzić', bo każda mama wie co jest dla jej dziecka najlepsze. Każda mama chce dla swojego dziecka najlepiej. Każda mama jest dla dziecka idealna. Niepotrzebne są te szepty w piaskownicy. Te wszystkie uśmieszki i pytania czy już, czy jeszcze. To wszystko jest niepotrzebne. To wszystko niszczy poczucie pewności, że jesteśmy doskonałymi mamami. Doskonałymi dla swoich dzieci. 

Jestem w stanie zrozumieć wiele rzeczy, ale za chiny ludowe nie potrafię zrozumieć właśnie tego. Męczy mnie to. Zastanawiam się dlaczego tak jest. I nie znam odpowiedzi. Po prostu nie wiem, skąd kobiety i matki mają w sobie tyle złośliwości. 





16 komentarzy :

  1. No - może nie każda. Są przecież matki patologiczne, matki manipulujące, matki przemocowe i nie jest ich mało. Ale z resztą Twoich obserwacji zgadzam się całkowicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pominęłam już tutaj fakt istnienia mam manipulujących, przemocowych czy patologicznych. Chodzi mi o taką normalną przeciętną mamę, którą spotykam na swojej drodze. :)

      Usuń
  2. ja też nikomu nie radzę, chyba, że ktoś poprosi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne, ale prawdziwe - nie tylko Matki, ale ogólnie Kobiety. Myślę, że takie zachowania biorą się z niskiej samooceny...

    - wcale nie musimy być najlepsze, udowadniając to sobie poprzez zepchnięcie KOGOŚ - wszystkie jesteśmy WYSTARCZAJĄCO dobre, nie musimy być idealne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczająco dobre czyli idealne! Ja się tego trzymam. : )

      Usuń
  4. Jak dla mnie nie ma ludzi nieomylnych, każda z nas popełnia błędy, ale żeby od razu krytykować? No ludzie... Ja doradzam tylko to, co wiem z doświadczenia, zawsze mówię, że mojej córce to pomogło i nie wiem czy i w ich przypadku tak będzie, no i doradzam tylko jak ktoś pyta. Nie wcinam się nie proszona bo sama tego samego oczekuję... A dzieci są różne, jedno trzeba ciągle nosić, inne nie. Mnie też krytykują, ale tak było i przed porodem i przed ciążą więc zdążyłam sie przyzwyczaić. Tak jest i będzie, trudno, najważniejsze to samemu patrzeć co się robi i dbać o swoje dziecko, rodzinę i szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Dzięki tym naszym błędom uczymy być się jeszcze lepiej. Nawet dzięki tym różnym wpadkom poznajemy dziecko co jest niezbędne w byciu rodzicem. Pokonanie trudności dodaje energii, pewności siebie. Mamy powinny się wspierać, a nie nawzajem oceniać. :)

      Usuń
  5. Powinnyśmy się wspierać a nie oceniać kogoś nie znając sytuacji w jakiej dana mama się znajduje. Ja sama zostałam źle oceniona przez lekarze która badała Maje kiedy leżałam z nią w szpitalu. Byłyśmy obie po przejściach a usłyszałam tekst "nie wiem co to za modą na nie karmienie piersią ". Zabolało i do dziś siedzi w głowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabolało, ale zapomnij! Nie warto! :)

      Usuń
  6. Mnie też to się przytrafiło. A jak słyszą, że to jednak nie mama a niania to już w ogóle jest często gadki, że hej! Nie zawsze da się nie przejmować.

    www.swiat-wg-anuli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale trzeba się nauczyć nie słuchać tego! :)

      Usuń
  7. po urodzeniu starszej córeczki strasznie wszystkie dobre rady brałam sobie do serca, gryzło mnie to bardzo, że wszyscy wiedzą lepiej i mnie pouczają ale nic nie mówiłam, jak urodziłam synka postanowiłam być asertywna i kierować się matczyną intuicją i własnym doświadczeniem a każdą "życzliwą" radę delikatnie ale stanowczo komentowałam i ignorowałam, robiłam swoje i nie dawałam sobie wejść na głowę dlatego po kilku takich reakcjach docinki zwyczajnie się skończyły a mi ulżyło i dalej spokojnie mogę robić swoje:)jak coś się dzieje mam zaufane koleżanki-przyjaciółki-matki i do nich dzwonie o rade i to się sprawdza, ciocie, sąsiadki itp. przestały zawracać mi głowę swoimi proroctwami i mądrymi radami starszych gdyż zrozumiały, że sama wiem co mam robić i to się sprawdza:)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest smutne, ale prawdziwe. Chyba to matki stanowią najgorszą grupę w internecie, które potrafią pluć na inne, wyzywać i ublizac...a przecież to matki, te które uczą i wychowują swoje malenstwa...

    OdpowiedzUsuń
  9. W tym przypadku jeszcze wszystko przede mną. Termin porodu mam na dniach, a już zdążyłam poznać "życzliwość" niektórych mam. Rady są super, ale zarzucanie czy pouczanie już nie bardzo. :( Jestem zdania, że życie najbardziej weryfikuje i wtedy zdobywa się najlepsze doświadczenie. Także zgadzam się z Twoim postem w 100% i cieszę się, że są mamy z takim podejściem. :) Dlatego teraz zakładam klapki na oczy i odliczam chwile aż moja kruszyna pojawi się na świecie. Takie rzeczy trzeba celebrować, a nie zamartwiać się innymi. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Często inne mamy starają się sprezentować nam receptę na lepsze życie, a patrząc obiektywnie większość z nich, nie umie poradzić sobie z własnymi problemami. Katjuszko, nieustannie jesteśmy napiętnowani z mężem, za świadomie przedłużony urlop macierzyński. Dla nas dzieci są najważniejsze, mogliśmy sobie na to pozwolić kosztem np. nowego dvd ;) ...było warto i wiem że ten wspólnie spędzony czas zaprocentuje. Nie odbierajmy sobie prawa do odmienności. Amen

    OdpowiedzUsuń