15 czerwca 2014

O naszych odwiedzinach


Chorzowskie zoo znam prawie jak własną kieszeń. Kiedy byłam pierwszy raz nie pamiętam. Musiałabym zapytać rodziców. Pamiętam za to pierwszy wyjazd do zoo w pierwszej klasie podstawówki. Wydawało mi się, że to podróż na drugi koniec świata. Autokar. Plecak. Kanapki. Słońce. Kieszonkowe.  Wydałam całe na gwizdek. Nie taki normalny tylko ogromny. Do dzisiaj powód do śmiechu dla Rodziców. Dla mnie też, bo po co mi takie gwizdek. No cóż. Fioletowo zielony. Gwizdał normalnie. 

Po tym wyjeździe długa przerwa w pamięci. Powrót wspomnień w klasie maturalnej. Był taki czas, że przynajmniej raz w tygodniu relaksowałam się wśród dzikich zwierząt. Pamiętam dzień przed maturą z chemii. W brzuchu tysiące robaków stresu. Zoo pomogło się im rozejść. 

Lubię to miejsce na mapie Śląska. Nie tylko za Ogród Zoologiczny, ale za cały Park. Nie mogło być inaczej. Nasza gryfno dziołszka pierwszy raz słonia musiała zobaczyć właśnie tam. 


Dzień, który wybraliśmy na odwiedziny Zoo był chyba najcieplejszym dniem naszych wakacji. Spacerem zmierzając do celu zorientowaliśmy się, że nie mamy pieluch. Irytacja i szybkie zakupy. Sytuacja opanowana, a my dalej mogliśmy się cieszyć tym ciepłym dniem. Majuszka zasnęła. Obudziła się przy tygrysach. Nie wzbudziły w niej zachwytu. Napiła się wody i odpoczywała dalej. Kolejny był słoń. Nic. Hipopotam! Maja odżyła. Zachwyt i radość. Tak do końca. Każde zwierze wywoływało na twarzy Mai uśmiech. Każdy uśmiech Mai wywoływał uśmiech na naszych twarzach. Musieliśmy wrócić do słonia. Zdjęcie ze słoniem musi być! Spacerowało się doskonale. Alejki prawie puste. Mijaliśmy jedynie rozemocjonowane wycieczki szkole. Teraz hitem nie są gwizdki tylko małpki, które zawiesza się na szyi. Odwiedzając kolejne zwierzęta przechodzący chłopczyk zawołał "Tato zgmi". Złapał nas letni deszcz. Wcale nie ciepły. Musieliśmy się pożegnać. Nie odwiedziliśmy małpek i dinozaurów. 


Pozdrawiam
Katjuszka




12 komentarzy :

  1. Pięknie. My do zoo mamy daleko, ale lubimy zaglądać już nie możemy się doczekać, aż zabierzemy tam córeczkę.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. A pomyśleć, że kiedyś wstęp do zoo był tak tani, że wymykałam się do niego co niedzielę zamiast do kościoła, płacąc za wstęp "ofiarą" (mieszkałam naprzeciwko parku 20 lat)...i ten charakterystyczny zapach u hipopotamów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach został do dziś. Cena wstępu jak na dzisiejsze realia nie jest zła. :)

      Usuń
  3. Wizyta w zoo obowiązkowo , choć raz do roku. My mamy na szczęście bardzo blisko, 10 minut pieszo, więc jesteśmy często. Może tylko te ceny są odstraszające, no przynajmniej w Warszawie.

    OdpowiedzUsuń
  4. My odwiedziliśmy zoo równo tydzień temu, tyle, że wrocławskie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My wybierzemy sie do zoo na pewno w tym roku, tydzien temu bylismy na farmie, coreczka byla zachwycona wiec pora poznac kolejne zwierzatka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. w Śląskim zoo nie byłam bardzo dawno, ale za to ostatnio odwiedziłam Wrocławskie, które ma bardzo imponujące zbiory;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowne zdjęcia a zoo zazdroszczę :) My musimy się koniecznie wybrać a takie zdjęcia zachęcają jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A nie spacerowaliscie czasem w Zielone Swiatki po parku Róż w Chorzowie?;-) Dori

    OdpowiedzUsuń
  9. ale fajny ten hipopotam :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nasz pierwszy wyjazd do ZOO z maluszkiem też był okraszony tekstem "o rany, nie mamy pieluch!":)

    OdpowiedzUsuń