24 stycznia 2014

O złowionych ulubieńcach

Łowy lumpowe uwielbiam. Mimo, że ostatnio są mniej obfite. Po pierwsze brak czasu. Marzy mi się wyjście i przejrzenie wszystkich wieszaków, tak spokojnie, powoli. Aktualnie do sklepu z tanią odzieżą zaglądam zwykle podczas spaceru z Majuszką. Do niedawna córka moja pozwalała mi na półgodzinne polowanie. Teraz dba o budżet domowy. Po piętnastu minutach zaczyna się denerwować. Na początku zawsze szukałam perełek majuszkowych, dopiero później dla siebie. Zmieniłam taktykę. Raz szukam dla siebie, raz dla Majuszki. Kiedy Maja jest łaskawa szukam dla nas obu. Ograniczyła nas też zima. Nie mam serca szukać, kiedy Majuszka ma na sobie to wszystko co niezbędne w chłodne dni. Mimo tego braku czasu zdarza się upolować coś wyjątkowego. Radość wtedy przeogromna. Najwięcej perełek wyłowiłam będąc jeszcze w ciąży. Oj, nie ominęłam wtedy żadnej nowej dostawy. Teraz dostaw nie lubię. Bawią mnie kobiety walczące o każdy wieszak. Przepychające się i wyrywające sobie z rąk wszystko. To co, że rozmiar nie ten. Może jakoś się wcisną. Obserwowanie tych walk jest całkiem zabawne. Jeśli się nudzicie polecam! Jednak nie o tym chciałam pisać. Dzisiaj chciałam Wam pokazać moich ulubieńców wyłowionych pośród sporej ilości używanej odzieży. To ulubieńcy, którzy towarzyszą mi już od dłuższego czasu. Ulubieńcy, którzy pewnie przez długi czas nimi pozostaną.


Pozdrawiam
Katjuszka

21 stycznia 2014

O scenach z życia / 2

Wtorek. Rozpoczęłam pracowicie, zmniejszeniem do połowy wieży ubrań do wyprasowania.  Przy okazji nadrobiłam serialowe zaległości. Perfekcyjna byłaby ze mnie dumna. Ja jestem. Gdyby nie konieczność odwiedzin poczty pewnie w ogóle nie ruszałybyśmy się z domu. Brrrr. Zimno. Noc i policzki czerwone. Poczta. Numerek 113. Czekamy. Zawsze trafiam na te pory, kiedy emeryci chcą płacić rachunki. Majuszka niezadowolona. Dziękuję Majuszko! Pani z okienka zaprosiła nas bez kolejki. Prezenty dla Dziadków, Babci, Pradziadków i Prababci wysłane. Zakupy. I znowu emeryci! W kolejce już nie było tak łatwo. Musiałyśmy odczekać swoje. Dzwonek do drzwi. Goście. Jak ja uwielbiam ten czas z Wami! Kolejny dzień przeleciał. Tak szybko. Złoszczę się. Wiosny chcę. Jutro Mama przyjeżdża. Cieszę jak dziecko. 


Pozdrawiam
Katjuszka

19 stycznia 2014

O wieży / dziewiąty odcinek Samosiowego Projektu

W tym tygodniu nie miałam problemu z pomysłem na dziewiąty odcinek Samosiowego Projektu. Ograniczyła mnie tylko ilość pustych opakowań. Bo nasza wieża do zburzenia właśnie z pustych opakować jest zrobiona. Recykling. Ekologicznie. Prosto. Szybko. A dla Majuszki frajda. Ponieważ uzbierałam tylko trzy opakowania. Nie, nie, jemy więcej! Problem tylko w tym, że zapominałam i do kosza wrzucałam. Tak więc ponieważ posiadam aktualnie tylko trzy zużyte opakowania nasza wieża składa się z dodatkowych elementów. Sami możecie wybierać jakich. Ja wykorzystałam ulubioną puszkę Mai. Ile jest huku podczas jej burzenia! Po chwili zabawy zrezygnowałam z pokrywki. Uszy bolały. Pudełka ozdobione są taśmą klejącą i papierem samoprzylepnym. Tutaj znowu ograniczać nas może tylko nasza wyobraźnia. Zrobienie zdjęcie podczas zabawy i burzenia okazało się arcytrudne. Ba! Niewykonalne. A ponieważ lubię zdjęcia ładne, ich ilość jest niestety ograniczona. Ale uwierzcie, zabawa była bardzo udana! Sam widok wieży zainteresował Majuszkę. Podczołgała się jak komandos. Ostatnio uwielbia to robić! A kiedy już dotarła do celu bach. I tak w kółko. :) 


Nasza wieża jest najlepsza. Rzecz oczywista. Ale skoro już mowa o wieżach, jest jeszcze jedna, którą bardzo lubimy. Ja. Majuszka. Tata. Wieża MULA. Kupiona w IKEI. To nie taka zwykła wieża. Pomocna jest również podczas kąpieli. Chociaż jeszcze z tej opcji nie korzystaliśmy. I z pewnością przyda się też latem, kiedy Majuszka będzie piekła babki z ciasta. A tak swoją drogą nie mogę doczekać się lata! :) 



Pozdrawiam
Katjuszka


18 stycznia 2014

O zdjęciu 3/52

Majuszko. To zdjęcie to sto procent Ciebie. Brudny nosek. Rozwiany włos. Uśmiech. Najpiękniejszy. Taką najczęściej Cię widzę. Moja idealna Majuszka. 

Pozdrawiam
Katjuszka

17 stycznia 2014

O moim powrocie do pracy

Oj jak się bałam. Myśl o powrocie odsuwałam na bok. Starałam się o tym w ogóle nie myśleć. Do tego dochodziło szukanie niani. Brak jakichkolwiek odpowiadających mi kandydatek. No i stało się. Pójść musiałam. Nadal jestem na urlopie rodzicielskim, ale wykonuję pracę na pół etatu. Praca ta, w moim przypadku to dwa dni. Nie żałuję. Chociaż oczywiście wolałabym ten czas spędzić z Majuszką. Nie mniej jednak są też i plusy tego. Nawet kilka. Praca moja sprawia mi przyjemność. No ja po prostu lubię to co robię! Lubię kontakt z ludźmi. Lubię podłączać kroplówki. Lubię asystować przy zabiegach. Po 10 godzinach pracy wbrew pozorom przychodzę wypoczęta. Nie fizycznie, ale tak gdzieś w środku. Bo mam możliwość odmiany od codziennej rutyny. Podkreślam cudownej rutyny. Zaczynam pracę na 9 więc zawsze staram się rano spędzić troszkę czasu z Majuszką. Obowiązkowe karmienie, a później "pięć" minut zabawy. Oj jak mi się płakać chce, kiedy muszę wyjść. A jak Majuszka? Kiedy wychodzę uśmiecha się. Kiedy wracam też uśmiecha się od ucha do ucha. A  kiedy jestem w pracy? Woła, szuka, ale nie jest smutna. Ma Tatę, z którym zabawa jest doskonała a za chwil parę najcudowniejszą opiekunkę, a właściwie opiekunki. Lecą mi w pracy te godziny raz dwa trzy. Czy tęsknię? I to jak! Ale wiecie co? Tak właśnie wczoraj o tym myślałam. W pracy mam wrażenie jakbym po niej szła na randkę. Taką wymarzoną. Takiej której doczekać się nie mogę. Wchodzę do metra, pędzę do windy. Może motyli w brzuchu nie ma, ale skrzydła są. Pukam. Cichuteńko bo Majuszka powinna spać. Nie śpi. Obdarowuje mnie swoim najwspanialszym uśmiechem, żeby później spokojnie zasnąć. Bardzo lubię ten dzień po naszym rozstaniu. Jestem wtedy mamą razy dwa, a może nawet razy trzy. A Majuszka uśmiecha się jeszcze bardziej. Tak jak dzisiaj, mimo szczepienia. Pewnie będą takie dni, że na pracę będę narzekała. Że będzie trudno. Jednak na razie jest zaskakująco dobrze. 


Pozdrawiam
Katjuszka


16 stycznia 2014

O rozmyślaniu


Macierzyństwo sprawiło, że czuję się bardziej kobieca. 

Pozdrawiam
Katjuszka