8 grudnia 2013

PROJEKT SAMO SIĘ / Tydzień piąty / zgadnij kotku co mam w środku

21.22, a ja dopiero tworzę ten wpis. Brak czasu, brak pomysłów. Za nami drugi etap pierniczenia i to dzięki niemu wpadłam na to czym mogę  zainteresować Majuszkę. Wyciągnęłam puszki na pierniki. Kiedy nasze cukiernicze prace suszyły się, do każdej puszki dałam jedną z ulubionych zabawek Mai. Nie sądziłam, że zabawa tak przypadnie jej do gustu! Kiedy tylko przygotowywałam się już była zainteresowana co się dzieje, a kiedy puszki stały się w jej posiadaniu przepadła na jakiś czas. Majszce udało wyciągnąć się wszystkie przygotowane atrakcje. To, że puszki są okrągłe sprawiało, że wciąż uciekały motywując do zmiany pozycji ciała. Do tego te dźwięki i kolory. Pomysł banalny do wykonania, a same zobaczycie ile frajdy nie tylko Maleństwu, ale też mamie. :)




Jest jeszcze druga opcja, jeśli akurat nie posiadamy żadnych puszek ani pudełek. Papier / gazeta! Wystarczy owinąć przedmiot, a frajda z rozpakowywania zapewniona. Osobiście sprawdziłam 6 grudnia. :) 


Pozdrawiam,
Katjuszka


6 grudnia 2013



Mleko! Jeju ciekawe czy zostało, przecież kawę Poślubiony zrobił. Jest. Uff. Dobrze, że nie zdecydowałam się na Latte. Ciasteczka - Poślubiony chce korzenne z Ikei, bo te Mikołaj najbardziej lubi. Dobrze są i korzenne z Ikei. Poszliśmy spać. Kiedy byłam mała zawsze byłam przejęta w tę noc. Kręciłam się, by w końcu zapytać starszego Brata czy mogę z nim spać. Zgadzał się. Zasypiałam. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale te prezenty były pod poduszkami. No jak to! Przecież nic nie czułam, nic nie pamiętałam. Cudowni Rodzice. Najbardziej pamiętam, kiedy dostaliśmy ogromny wór Lentilków. Nie, nie, one nie były pod poduszką. Podzieliliśmy je z Bratem na dwie równe części. Codziennie wsypywałam sobie odrobinę do miseczki i delektowałam się aż do świąt. Brat zjadł wszystkie na raz! Ale wracając do dzisiejszej nocy. Miałam wrażenie, że Majuszka też jakaś taka niespokojna - po Mamie, wiedziała, że Święty przyjdzie. 6.00. Trzeba ubrać specjalny strój. Mleko wypite. Ciastka zjedzone. Prezenty! Zajęła się rozpakowywaniem. Nawet nie narzekała, że śniadanie chce. Pingwina upodobała sobie najbardziej za jego czerwony nos (Mikołaju dziękujemy!). Kolejny ważny dzień trafia do mojej wspomnienowej kolekcji. Dostanie nawet specjalne, wyjątkowe miejsce. :)




Ps. Opowiadajcie co dostaliście!

Pozdrawiam
Katjuszka





5 grudnia 2013

It's beginning to look a lot like Christmas

Dzisiaj w nocy przychodzi ważny Gość. Musieliśmy się przygotować. Jak ja lubię tą atmosferę. Biel i czerwień. Zapachy. Świece. Lampki. Myślicie, że Świętemu się spodoba i zostawi coś w skarpetach? 


Ps. Ciekawa jestem jak Wy dekorujecie Wasze Gniazda. :)

Pozdrawiam
Katjuszka


4 grudnia 2013

6.20. Budzi mnie lalala, grrrr, eeee i drapanie o poduszkę. Zapalam lampkę. Wstaję. Najpiękniejszy uśmiech świata! Biorę Majuszkę do łóżka. Przytulańce. Łaskotki. Maja dotyka mnie po buzi - jak ja to uwielbiam! 6.35. Chyba trzeba wstawać. Poślubiony w kuchni szykuje dla mnie śniadanie. Buzi na dzień dobry. Rozmowy, z tych głupich jak to rano. Buzi na pożegnanie. Zostajemy same. To będzie dobry dzień. Majuszka po śniadaniu. Bawimy się. Ja uśmiechnięta - ona jeszcze bardziej. Trze oczy. Śpi. Czas dla mnie. Herbata o smaku mandarynki, kanapki od Poślubionego, serial. Drugi serial. Jeszcze śpi? Maluję się. Ubieram. Słyszę lalala, grrr, eee i drapanie o poduszkę. Widzę najpiękniejszy uśmiech świata. Ubieramy się. Drugie śniadanie. IKEA. Zachwycona wszystkim. Ile w niej radości! Wracamy do domu. Śpi. Rozbieram. Przekładam do łóżeczka. Śpi. Cudowny widok. Rozpakowuję torby. Sprzątam. Podgrzewam obiad. Wypijam kolejną mandarynkową herbatę. Zapalam świeczki. Słyszę lalala, grrr, eee i drapanie o poduszkę. Jemy obiad. Dużo obiadu. Bawimy się. 16.00. Majuszka śpi. Ja przeglądam zdjęcia. Słucham M. Buble - Christmast (Nina dziękuję za przypomnienie!). Poślubiony zaraz wraca. A ja myślę, że nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego scenariusza. 



Ps. Poślubionemu podoba się mój uśmiech więc już innym nie musi. :)

Pozdrawiam
Katjuszka




3 grudnia 2013




Czeszki kupione. Początek grudnia obfituje w same poważne wydarzenia. Sobota. Pierwszy dzień pracy, po prawie rocznej przerwie! Myślę pozytywnie. Majuszka będzie z Poślubionym. Cieszę się. Chociaż dzisiaj uroniłam parę łez, na myśl, że jak to Majuszka, moja mała Majuszka będzie tylko godzin beze mne? Stracę tyle uśmiechów, tyle okazji do przytulenia? Na szczęście, póki co grudzień to tylko soboty. Niestety całe soboty od 8.30 do 19. Od stycznia do maja dwa dni w tych samych godzinach. A później zobaczymy. Nie chcę myśleć o minusach. Dlatego skupiam się tylko na tym co pozytywnego może przynieść ta zmiana. Swoją pracę bardzo lubię więc jest mi troszkę łatwiej. W tym momencie najgorszy jest dla mnie fakt, iż będę musiała Majuszkę zostawić z kimś obcym. Poszukiwania niani mało owoce. Ale tutaj też będzie dobrze. No bo dobrze przecież musi być. Trudny moment. Z jednej strony radość, z drugiej wielki smutek. 

Nie mniej jednak jestem podekscytowana tą sobotą. To, że Poślubiony da sobie  doskonale radę nie wątpię, gorzej ze mną. Ciekawa jestem ile smsów wyślę i ile rozmów wykonam. ;)

Ps Proszę dodajcie mi otuchy i napiszcie jak to u Was było. :) 

Pozdrawiam,
Katjuszka


2 grudnia 2013

EDIT: Magister na piątkę. Nie sądziłam, że będzie to tak przyjemny moment w moim życiu. Dużo miłych słów. Dziękuję za trzymanie kciuków!

Jutro ważny dzień. Obrona. Trzymajcie kciuki. :)


Pozdrawiam,
Katjuszka